Jak podkreśla dr Aneta Chałańska z firmy NEFScience, analiza laboratoryjna ma przede wszystkim wskazać, na co producent powinien zwrócić szczególną uwagę po posadzeniu roślin. Jeżeli w materiale szkółkarskim zostanie wykryta obecność Neopestalotiopsis clavispora, gatunków z rodzaju Pythium czy Fusarium, plantator otrzymuje cenną informację, jakie zagrożenia mogą pojawić się w przyszłości. Nie oznacza to jednak, że sadzonki należy od razu odrzucić.
Badanie to dopiero początek
Jeżeli roślina wygląda zdrowo, nie ma objawów chorobowych, a producent wie, jakie patogeny zostały wykryte, może od początku prowadzić ochronę ukierunkowaną właśnie na te zagrożenia. Wtedy sadzonka ma bardzo duże szanse pozostać zdrowa – podkreśla dr A. Chałańska.
To zupełnie inne podejście niż jeszcze kilka lat temu. Badanie przestaje być dokumentem potwierdzającym jakość lub dyskwalifikującym materiał szkółkarski. Coraz częściej staje się elementem planowania technologii prowadzenia plantacji.

Import nie zawsze oznacza lepszą jakość
W rozmowie poruszam również temat sadzonek sprowadzanych z zagranicy. Wśród wielu producentów nadal funkcjonuje przekonanie, że materiał pochodzący z renomowanych szkółek holenderskich czy włoskich gwarantuje wyższą jakość. Dr Aneta Chałańska studzi jednak takie opinie. Z doświadczeń laboratorium wynika, że zarówno w materiale krajowym, jak i importowanym zdarzają się sadzonki z obecnością istotnych patogenów. W przypadku importu często wykrywane są między innymi Neopestalotiopsis clavispora, gatunki z rodzaju Fusarium czy grzyby zaliczane obecnie do rodzaju Ilyonectria.
Nie można powiedzieć, że zagraniczne sadzonki są lepsze albo gorsze. W każdej produkcji zdarzają się problemy. Ważniejsze jest to, aby producent wiedział, z jakim materiałem rozpoczyna uprawę i jakie zagrożenia mogą pojawić się później na plantacji – podsumowuje ekspertka.
Laboratorium nie szuka chorób. Szuka odpowiedzi
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że praca laboratorium polega wyłącznie na wykrywaniu patogenów. Do analizy trafiają próbki roślin, gleby lub sadzonek, a po kilku dniach producent otrzymuje wynik. W rzeczywistości jest to zaledwie początek całego procesu.
Dla plantatora najważniejsze pytanie brzmi nie „co wykryto?”, lecz „co mam teraz zrobić?” I właśnie w tym miejscu kończy się diagnostyka, a zaczyna doradztwo oparte na wiedzy. Jak podkreśla dr Aneta Chałańska, laboratorium nie powinno ograniczać się do wydania wyniku. Równie ważna jest jego interpretacja. Naszym zadaniem nie jest tylko wykrycie patogenu. Chcemy pomóc producentowi zrozumieć, co oznacza wynik i jakie działania powinien podjąć – informuje dr A. Chałanska.
To podejście zyskuje coraz większe znaczenie. Współczesna produkcja truskawek jest zbyt kosztowna, aby decyzje podejmować metodą prób i błędów.
Jedna próbka, wiele informacji
W praktyce pojedyncza analiza laboratoryjna często dostarcza znacznie więcej informacji, niż mogłoby się wydawać. Pozwala odpowiedzieć między innymi na pytania:czy problem ma charakter infekcyjny, które patogeny dominują, czy uszkodzenia mogły być następstwem stresu mrozowego, czy konieczna jest zmiana programu ochrony i chyba najważniejsze czy warto kontynuować prowadzenie plantacji.
Dzięki temu plantator przestaje działać intuicyjnie. Zaczyna podejmować decyzje na podstawie faktów.


Nie każdą plantację warto ratować
To jeden z trudniejszych tematów, o którym rzadko mówi się publicznie. Każdy producent chciałby uratować plantację, w którą zainwestował czas i pieniądze. Jednak praktyka pokazuje, że są sytuacje, w których kolejne zabiegi oznaczają jedynie zwiększanie kosztów.
Diagnostyka pozwala również podjąć tę najtrudniejszą decyzję. Jeżeli system korzeniowy jest silnie uszkodzony, a analiza potwierdza obecność kilku groźnych patogenów odglebowych, warto chłodno ocenić sytuację ekonomiczną.
Czasami lepszym rozwiązaniem jest przygotowanie nowego stanowiska i rozpoczęcie kolejnego cyklu produkcji niż dalsza walka o plantację, której potencjał został już bezpowrotnie utracony. To trudna decyzja. Ale właśnie dlatego powinna być oparta na wiedzy, a nie na nadziei.
Rozmowa z dr Anetą Chałańską pokazuje wyraźnie, że diagnostyka przestała być usługą wykonywaną wyłącznie w sytuacjach kryzysowych.
Coraz częściej staje się jednym z elementów nowoczesnej technologii uprawy. Tak samo jak analiza gleby, monitoring pogody czy lustracja plantacji. Producent, który zna zdrowotność gleby i materiału szkółkarskiego, ma większą szansę podejmować trafne decyzje przez cały sezon. To nie gwarantuje sukcesu. Ale zdecydowanie zmniejsza liczbę kosztownych pomyłek.

| Najcenniejszym wynikiem badania nie jest nazwa patogenu. Najcenniejsza jest odpowiedź na pytanie: Co powinienem zrobić jutro na swojej plantacji? Jeżeli analiza laboratoryjna pomaga odpowiedzieć właśnie na to pytanie, staje się inwestycją, a nie kosztem. |
Od redakcji:
Po zakończeniu rozmowy z dr Anetą Chałańską długo zastanawiałem się, co właściwie jest jej najważniejszym przesłaniem. Nie była to nazwa kolejnego patogenu. Nie była to nowa metoda laboratoryjna. Najważniejsze było coś znacznie prostszego. Dobra decyzja zaczyna się od dobrej diagnozy. Można kupić najlepszą sadzonkę. Można zainwestować w nowoczesny system nawadniania. Można wykonać wszystkie zalecane zabiegi. Ale jeżeli od początku źle rozpoznamy problem, nawet najlepsza technologia nie przyniesie oczekiwanych efektów. Być może właśnie dlatego diagnostyka staje się dziś pierwszym zabiegiem ochronnym wykonywanym na nowoczesnej plantacji. Dlatego podczas rozmowy z dr Anetą Chałańską chciałem pokazać, że nowoczesna diagnostyka nie polega na znalezieniu nazwy patogenu. Jej największą wartością jest pomoc w podejmowaniu właściwych decyzji.
Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu więcej producentów zdecyduje się wykonać badania zanim problem stanie się widoczny na całej plantacji.
fot. dr A. Chałańska

















