Jeszcze kilka lat temu samozbiory truskawek w gospodarstwie Manfreda Skrzypczyka były jedynie pomysłem na ratowanie plantacji po gradobiciu. Dziś stały się jednym z najważniejszych kanałów sprzedaży owoców, przyciągając setki rodzin z całego Śląska. Jak przyznaje plantator z Księżego Lasu koło Gliwic, klienci już od wiosny dzwonią z pytaniem, kiedy będą mogli wejść na pola i samodzielnie zbierać truskawki.
Tradycyjna uprawa z nowoczesnym nawadnianiem
Gospodarstwo Manfreda Skrzypczyka od lat specjalizuje się w produkcji truskawek gruntowych. Dominującą odmianą jest tutaj Rumba, która stanowi około 90% nasadzeń. Pozostałą część zajmują odmiany Jenka i Magnus. W ostatnim dniu maja (31.05.2026 roku) plantator podkreśla, że prowadzi uprawę w sposób tradycyjny. To jest tradycyjna uprawa, tak jak się kiedyś uprawiało, bez jakichś nowości. Jedyną nowością, jest system nawadniający – mówi Manfred Skrzypczyk.



Do potrzeb samozbiorów dopasowano również rozstawę międzyrzędzi. Obecnie rzędy oddalone są od siebie o około 1,2 m, co ułatwia poruszenie się zbieraczom. Szczególną cechą gospodarstwa jest wieloletnie utrzymywanie plantacji odmiany ‘Rumba’ na jednym stanowisku. Ona odnawia się. Stare kłącza na wiosnę są wydłubywane, a zostają młode sadzonki i plantacja dalej owocuje – wyjaśnia plantator. W efekcie plantacja, jeśli jest odpowiednio zadbana, może pozostawać produktywna nawet przez kilka lat.
W tym roku samopzbiory na plantacji Manfreda Skrzypczyka w Księżym Lesie rozpoczną się 3 lub 5 czerwca. W ciągu tygodnia truskawki zbierane w tym gospodarstwie można zakupić również bezpośrednio w gospodarstwie oraz w jednym z punktów handlowych tego gospodarstwa.
Samozbiory muszą dawać satysfakcję
W pierwszych latach na potrzeby samozbiorów udostępniano około 0,75 ha plantacji. Obecnie powierzchnia ta wzrosła do niemal 2 ha. Plantator przygotował także rozbudowaną infrastrukturę: parkingi, toalety oraz specjalnie wydzielone kwatery przeznaczone wyłącznie dla odwiedzających. Ludzie już dzwonią i pytają, kiedy ruszamy. Chcą przyjeżdżać całymi rodzinami – mówi.


Zdaniem właściciela gospodarstwa sukces samozbiorów zależy od uczciwego podejścia do klienta. Dlatego osoby odwiedzające plantację nie trafiają na pola wcześniej przebrane przez pracowników. „Jeżeli ktoś przychodzi na samozbiory, musi mieć satysfakcję. Nie może być tak, że rano zbierzemy wszystkie duże owoce, a klientowi zostaną drobne” – podkreśla plantator. Cena owoców podczas samozbiorów jest zwykle o około 20% niższa od ceny detalicznej. Klient musi mieć poczucie, że kupił taniej i że warto było przyjechać. Trzeba jednak tak kalkulować ceną aby opłacało się właściwie zadbać o plantacje dla samozbiorów – dodaje.
Największą radość właścicielowi gospodarstwa sprawiają najmłodsi uczestnicy samozbiorów. „Dzieci często nie wiedzą, jak rosną truskawki. Znają je tylko z marketu. U nas mogą wejść na plantację, zjeść owoce prosto z krzaka i zobaczyć, jak wygląda prawdziwa produkcja” – mówi.
To właśnie rodzinny charakter wydarzenia sprawia, że wielu odwiedzających wraca co roku.
„Bieg po Truskawkę” i promocja polskich owoców
Gospodarstwo od kilku lat uczestniczy również w inicjatywie „Bieg po Truskawkę”, która później dała początek całemu cyklowi jagodowych biegów organizowanych w różnych regionach kraju.
„To jest reklama i dla mnie, i dla polskich truskawek. Ludzie przyjeżdżają, próbują owoców, a później wracają po nie do gospodarstwa” – mówi Manfred Skrzypczyk.
Plantator jest również zwolennikiem dalszego rozwijania programu „Czas na Polskie Superowoce”, który jego zdaniem skutecznie promował krajowych producentów i budował rozpoznawalność polskich owoców jagodowych.
Postrzega ją jako jeden z niewielu projektów realnie promujących polskich producentów owoców.
W rozmowie podkreśla przede wszystkim, że takie działania jak Bieg po Truskawkę, samozbiory czy akcje realizowane pod szyldem Czas na polskie Superowoce są skuteczną formą promocji zarówno dla gospodarstw, jak i dla całej branży jagodowej. Jego zdaniem największą wartością projektu jest możliwość bezpośredniego dotarcia do konsumentów, którzy odwiedzają plantacje, próbują owoców i później polecają je innym.
Plantator uważa, że osoby zaangażowane w ostatnich latach w promocję polskich owoców wykonują ogromną pracę, ale nie otrzymują odpowiedniego wsparcia. Według niego największą siłą projektu było budowanie grupy wiarygodnych gospodarstw i ambasadorów polskich owoców.
Dla Manfreda Skrzypczyka „Czas na Polskie Superowoce” to: skuteczne narzędzie promocji polskich owoców jagodowych, wsparcie dla gospodarstw prowadzących sprzedaż bezpośrednią i samozbiory, sposób budowania rozpoznawalności producentów, platforma integrująca branżę oraz projekt oparty na zaangażowaniu ludzi, którzy wierzą w polskie owoce.
Z jego wypowiedzi wyraźnie przebija również rozczarowanie tym, że promocja polskich owoców nie jest dziś prowadzona na taką skalę, jakiej oczekiwaliby producenci finansujący fundusze promocyjne. Dobrym projektem był dla niego „Czas na polskie Superowoce”, który powinien znów wspierać plantatorów, a niezrozumiałych przez niego powodów jest blokowany.
Samozbiory jako przyszłość sprzedaży?
Historia gospodarstwa w Księżym Lesie pokazuje, że samozbiory mogą być czymś więcej niż tylko dodatkową atrakcją dla konsumentów. Dla wielu producentów stają się ważnym kanałem sprzedaży, sposobem budowania własnej marki i bezpośredniej relacji z klientami.
A wszystko zaczęło się od jednego gradobicia i pomysłu, który miał uratować uszkodzoną plantację. Dziś na samozbiory do Księżego Lasu przyjeżdżają całe rodziny, a truskawki Manfreda Skrzypczyka stały się rozpoznawalne daleko poza granicami Śląska.
Więcej o tym gospodarstwie przeczytacie już niebawem w czasopiśmie „Jagodnik”.



















