Pierwsza połowa sierpnia zazwyczaj była tym okresem roku, gdy na rynek trafiały duże partie owoców. W tym sezonie jest nieco inaczej. Na niektórych plantacjach trwa pełnia zbiorów jagód odmiany ‘Bluecrop’, na innych nie są one jeszcze należycie wybarwione. Zwłaszcza dla plantacji na północnym wschodzie kraju sezon okazał się późny. Ale także w centrum zróżnicowanie w terminach plonowania jest znaczne. Borówka oczywiście pozostaje owocem przede wszystkim deserowym, jednak pewne jej ilości, coraz bardziej znaczące, zaczynają trafiać do przetwórstwa.

Mniej owoców

Intensywne kwitnienie zwiastowało urodzajny sezon w wielu częściach kraju. Potem jednak przyszła chłodna okresami wiosna, upały w czerwcu i znów zimne dni w pierwszej połowie lipca. Gdzie nie gdzie dokuczał też grad. Tak na przykład było w gospodarstwie rodzinnym Szopów w gminie Rzeczyca. Opad nastąpił 28 czerwca. Szacuję, że uszkodzone zostało ok. 50% owoców. Część spadła pod krzewy. Zebraliśmy jak dotąd mniej owoców, choć stawki były lepsze niż przed rokiem. Jednak przyznać trzeba, że borówki uszkodzone przez lodowe grudy to problem w sprzedaży. – mówi Zbigniew Szopa. Dominka Kozarzewska z GPO Polskie Jagody przewiduje, że w obecnym sezonie wolumen borówek jaki trafi na eksport z Polski może być mniejszy niż zakładano przed zbiorami.

Od prawej: ojciec Wojciech oraz synowie Zbigniew i Krzysztof Szopowie

Nierównomierne dojrzewanie owoców

Z różnych miejsc Polski docierają doniesienia o nierównomiernym dojrzewaniu owoców poszczególnych odmian. Potwierdzają je moi rozmówcy. D. Kozarzewska przyznaje, że zna przypadki takich gospodarstw, gdzie już zbierano ‘Bluecrop-a’, choć w innych jeszcze nie zaczęto pozyskiwać owoców z krzewów odmiany ‘Duke’. To być może szczególnie jaskrawy przykład, ale zakładać można, że faktycznie różnice w terminie plonowania tych samych odmian są znaczące. Zdaniem Z. Szopy wyprzedzenie plonowania na ich plantacji względem kwater w gospodarstwach zaprzyjaźnionych plantatorów na Grójecczyźnie wynosiło ok. tygodnia. A w linii prostej stanowiska te dzieli przecież tylko 60-70 km.

Nie ma tzw. górek, ale koszty produkcji wzrosły

Choć inflacja sprawia, że cena półkowa borówek wzrosła, to jednak plantatorzy nie partycypują w dodatkowych zyskach. Lwią część  wypracowanych przychodów pochłaniają wyższe niż w minionych sezonach koszty. Bardzo wzrosła cena prądu. Tam gdzie schładza się owoce, zwłaszcza szokowo, rachunki za energię są dramatycznie wysokie. Także droższe są nawozy czy paliwo. W mojej ocenie przy obecnych kosztach uzyskiwane za owoce stawki pokrywają koszty produkcji, ale o dochodowości mówić ciężko – informuje D. Kozarzewska. Faktycznie, nie było tak silnego załamania cen w tym roku jak w zeszłym w pełnię owocowania odmian ‘Duke’ i ‘Bluecrop’. Nie miej jednak stawek na poziomie 12-13 zł/kg borówek za rewelacyjne uznać nie można.

Dominika Kozarzewska

Struktura eksportu

Sporo towaru z Polski wysyła się obecnie do Niemiec. Aktualnie to najważniejszy polski partner. Pewne ilości trafiają także do Wielkiej Brytanii, która niegdyś w tym względzie dzierżyła palmę pierwszeństwa. Wysyłanie owoców na tamten rynek napotyka jednak pewne bariery. Chodzi tu o zagadnienia natury prawnej związane z wysyłaniem żywności poza UE, ale także i międzynarodową konkurencję. Stawki za polskie borówki w takim handlu wynosiły w lipcu 4-5 euro/kg. Jednak np. dziś (10.08.) w porcie w Rotterdamie podobno nabywać można było peruwiańską borówkę odmiany ‘Biloxi’ po 3 euro/kg. Owoce te są dość grube, ładnie się prezentują, ale ich smak jest rozczarowujący. To psuje więc rynek podwójnie- po pierwsze stawka ta utrudnia sprzedaż, a po drugie kwaśne borówki zniechęcają konsumentów do ponownych zakupów. Międzynarodowe rynki bywają więc trudne, a ograniczenia w dostępie do brytyjskiego rynku to wciąż przyczyna gorszej koniunktury – mówi D. Kozarzewska.

Opcją przetwórstwo?

Bardzo możliwe. Przetwory borówkowe są smaczne i zdrowe, a także coraz bardziej popularne. Popyt na jagody, które można by zagospodarować w taki właśnie sposób stale rośnie. Właśnie te borówki, które najmocniej ucierpiały w skutek gradobicia sprzedajemy w skrzynkach po 10 kg na przetwórstwo. Udało się  znaleźć nabywcę niedaleko, nie narzeka na jakość towaru. O ile deserowej borówki nie sprzedawaliśmy w tym sezonie poniżej 13 zł/kg, o tyle tu uzyskujemy 8 zł/kg. Rwie się jednak szybciej, odpada kwestia zakupu opakowań. A coś przecież trzeba było z tymi uszkodzonymi owocami także zrobić – wyjaśnia Z. Szopa. Także D. Kozarzewska informuje o tym,  że część plonu zbywa na cele przemysłowe. Najczęściej wygląda to tak, że pierwsze 2-3 zbiory realizowane są ręcznie, a tzw. doczyszczanie przeprowadza się kombajnowo. Maszyny wymagają jednak pewnego dopracowania. Część jagód doznaje uszkodzeń w skutek kontaktu z twardymi ich powierzchniami, część spada między łuski i ląduje na ziemi pod krzewami. Nie mniej jednak jest to jakaś opcja, zwłaszcza wtedy, gdy na krzewach pozostaje już niewiele plonu czy jest on drobniejszy, a za jego zbiór ręczny zapłacić trzeba by więcej.

Ludzie do zbioru niby są…

Żaden z producentów z którymi rozmawiałem nie skarżył się na niedostatek rąk do pracy. Pracownicy sezonowi dopisali, tak z Ukrainy jak i z Polski. Pamiętać jednak należy, że z jednej strony w obecnym sezonie mamy do czynienia z nieco mniejszym plonowaniem, a z drugiej, że nadwyżek chętnych do podjęcia sezonowego zatrudnienia też wcale nie ma. Uchodźcy z Ukrainy nie wykazują entuzjazmu do podejmowania prac w rolnictwie czy ogrodnictwie. Można przypuszczać, że to osoby ze wschodu tego kraju, zapewne z ośrodków miejskich, gdzie uprzednio parały się innymi profesjami. A może w grę wchodzą inne jeszcze czynniki? Generalnie więc, gdyby okazało się, że zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest wyższe, to mogłoby dojść do niedoborów kadrowych w wielu gospodarstwach.

Nie wyciągajmy daleko idących wniosków po tym sezonie

D. Kozarzewska apeluje do plantatorów lub osób noszących się z zamiarem założenia plantacji borówek o niewyciąganie wniosków tylko na podstawie obserwacji z bieżącego sezonu. To, że w tej fazie sezonu borówki są po 12 zł, a w zeszłym roku były dwa razy tańsze nie oznacza, że tzw. górki nie wrócą. Eksport z Polski jest trudny i może być realizowany głównie przez dużych operatorów. Zakładanie kolejnych plantacji bez pomysłu na zbyt owoców może doprowadzić do tego, że na krajowym rynku pojawi się w pewnym momencie ogromna ilość towaru, którą trudno będzie sensownie zagospodarować. A obecne stawki przy profesjonalnie prowadzonej produkcji wcale nie gwarantują wypracowania zadowalającego dochodu – przestrzega .











Poprzedni artykułPóźne odmiany borówki i jakość owoców oraz nawożenie stymulujące zawiązywanie pąków kwiatowych
Następny artykułRacjonalna ochrona malin. To się może opłacać!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj