Noc z 29 na 30 kwietnia na jednej z mazowieckich plantacji borówki może okazać się momentem decydującym dla całego sezonu. Po kilku dniach spadków temperatur poniżej zera, to właśnie ta noc była najtrudniejsza – mróz pojawił się już około godziny 21 i utrzymywał się nieprzerwanie aż do 6 rano. Dla plantatorów oznaczało to jedno: kolejną, długą i wyczerpującą walkę o przyszłe plony. W takich warunkach liczy się każdy stopień, a różnica nawet 1–2°C może zdecydować o tym, czy kwiaty borówki przetrwają, czy zostaną zniszczone.

Dla zobrazowania problemu zamieszczam przykład rozkładu temperatur minionej nocy z gospodarstwa dr Pawła Krawca w Karczmiskach koło Opola Lubelskiego – wskazania suchego i mokrego termometru.

Na plantacji zastosowano dwie najczęściej wykorzystywane metody ochrony przed przymrozkami: zraszanie oraz dogrzewanie powietrza.

Zraszanie – jak działa ochrona wodą?

Jedną z najskuteczniejszych metod ochrony jest zraszanie roślin wodą. Wykorzystuje ono zjawisko ciepło krzepnięcia.

W praktyce oznacza to, że w momencie, gdy woda zamarza na powierzchni pąków i kwiatów, oddaje ciepło. Dzięki temu temperatura roślin utrzymuje się w pobliżu 0°C, nawet jeśli temperatura powietrza spada znacznie niżej.

Warunkiem skuteczności tej metody jest ciągłość procesu – woda musi być dostarczana bez przerwy. Jeśli zraszanie zostanie przerwane, lód zacznie się wychładzać, co może doprowadzić do jeszcze większych uszkodzeń roślin niż sam mróz.

Ogień na plantacji – czy to działa?

Drugą metodą stosowaną przez plantatorów jest ogrzewanie powietrza poprzez rozstawienie kominków i ognisk. Źródła ciepła rozmieszczone między rzędami krzewów mogą podnieść temperaturę o kilka stopni, co często wystarcza, by uratować kwiaty przed przemarznięciem.

Choć metoda ta jest pracochłonna i kosztowna, w krytycznych momentach bywa naprawdę skuteczna.

Wykorzystanie kominków i ognisk do podwyższenia temperatury wokół roślin to również skuteczna metoda na plantacjach

Nierówna walka z naturą

Cztery noce z rzędu z ujemnymi temperaturami to ogromne obciążenie dla plantatorów. Każda kolejna noc oznacza nie tylko fizyczny wysiłek, ale także stres i niepewność. Nawet najlepiej przygotowane działania nie dają gwarancji sukcesu.

Na ostateczną ocenę skutków przymrozków trzeba będzie poczekać jeszcze kilka tygodni. Borówka jest rośliną zaskakująco odporną – potrafi zawiązać owoce ze spóźnionych kwiatów, ale bywa też kapryśna. Z pąków i kwiatów dotkniętych przez mróz, mogą zawiązać się drobniejsze owoce, gorzej wykształcone lub zacząć opadać już w czerwcu. Właśnie dlatego skutki przymrozków często widać dopiero w trakcie sezonu.

Teraz gdy nadejdą cieplejsze dni kluczowe będą zabiegi sprzyjające reperacji roślin po chłodach. W wielu poprzednich materiałach opublikowanych na naszym portalu pisaliśmy jakie zabiegi można zastosować.

Co przyniesie maj?

Przed plantatorami kolejne wyzwania. Maj to czas tzw. „zimnych ogrodników” i „zimnej Zośki” – okresów, które w Polsce od lat kojarzone są z ryzykiem nagłych spadków temperatur.

Wielu sadowników z niepokojem wspomina scenariusz z końca kwietnia 2020 roku, kiedy przymrozki spowodowały ogromne straty w uprawach.

Czy ten rok okaże się podobny? Odpowiedź poznamy w najbliższych tygodniach. Na razie w wielu regionach Polska trwa walka – walka o każdy stopień i każdy przyszły owoc.













Poprzedni artykułAbsolutnie konieczne zabiegi w trackie kwitnienia porzeczek 2026

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj