Mszyce nie należą do szkodników, które w borówce zazwyczaj powodują największe bezpośrednie straty. Amerykańskie doświadczenia pokazują jednak, że ich znaczenie może być znacznie większe, niż wynikałoby to z samego wyglądu zaatakowanych roślin. Mszyce zasiedlają przede wszystkim młode, intensywnie rosnące pędy oraz dolną stronę młodych liści, gdzie pobierają sok za pomocą kłujki. Przy dużej liczebności mogą powodować deformowanie i więdnięcie liści, ograniczać wzrost nowych pędów, a także pozostawiać na roślinach lepką spadź, na której rozwijają się grzyby sadzakowe.
Duża liczebność mszyc może prowadzić do zahamowania wzrostu i obniżenia plonu, a owoce pokryte spadzią i sadzakami mogą tracić wartość handlową. Jednocześnie amerykańskie źródła podkreślają, że bezpośrednie żerowanie często nie jest najważniejszym problemem. UMass Extension wskazuje, że w przypadku mszycy borówkowej (Illinoia pepperi) znacznie większe znaczenie ma możliwość przenoszenia wirusów pomiędzy roślinami.
Mszyca może być „kurierem” wirusa
To właśnie ten aspekt powinien szczególnie zainteresować profesjonalnych producentów borówki. W Stanach Zjednoczonych mszyce są traktowane jako wektory m.in. Blueberry scorch virus (BlScV) oraz Blueberry shoestring virus. Rutgers University wskazuje, że w przypadku plantacji, na których występuje problem wirusów, tolerowany poziom mszyc jest bardzo niski, ponieważ nawet niewielkie kolonie mogą mieć znaczenie epidemiologiczne. Szczególnie ważna jest mszyca borówkowa oraz inne gatunki zasiedlające borówkę, które mogą pobierać wirusa podczas żerowania na porażonej roślinie, a następnie przenosić go na kolejne krzewy. Co istotne, przenoszenie wirusa może następować w okresie od wiosny do lata, a objawy porażenia nie muszą pojawić się natychmiast. Oregon State University podaje, że w przypadku Blueberry scorch virus symptomy mogą wystąpić dopiero po roku lub dwóch od infekcji. Oznacza to, że plantator może obserwować zdrowo wyglądający krzew, podczas gdy proces infekcji już się rozpoczął. W praktyce znaczenie ma więc nie tylko liczba mszyc na pojedynczym krzewie, ale również ich możliwość przemieszczania się pomiędzy roślinami.
Monitoring ważniejszy niż automatyczny oprysk
Amerykańskie zalecenia pokazują również, że walka z mszycami powinna zaczynać się od regularnego monitoringu, a nie od automatycznego wykonywania zabiegów. Mszyc należy szukać przede wszystkim na młodych przyrostach i od spodniej strony liści. Warto kontrolować różne części plantacji, zwracając szczególną uwagę na młode, silnie rosnące pędy. Rutgers zaleca w sytuacji zagrożenia transmisją wirusów ocenę procentu zasiedlonych wierzchołków pędów; w tamtejszych warunkach za uzasadniający zabieg uznawano poziom powyżej 10% zasiedlonych wierzchołków. Nie jest to jednak uniwersalny próg dla polskich plantacji – decyzję trzeba odnosić do konkretnego gospodarstwa, odmiany, występowania wirusów i aktualnych możliwości ochrony. Bardzo ważną rolę mogą odgrywać organizmy pożyteczne. Biedronki, złotooki, larwy bzygów oraz pasożytnicze błonkówki naturalnie ograniczają populacje mszyc i dlatego pochopne stosowanie insektycydów o szerokim spektrum działania może przynieść odwrotny efekt.
Czy polski plantator powinien się obawiać mszyc?
Odpowiedź brzmi: tak, ale przede wszystkim powinien je monitorować, a nie automatycznie zwalczać po znalezieniu pojedynczych osobników. Doświadczenia amerykańskie pokazują, że znaczenie mszyc w borówce trzeba rozpatrywać w szerszym kontekście zdrowotności plantacji. Jeżeli nie ma wysokiej presji szkodnika, a populacja jest skutecznie ograniczana przez organizmy pożyteczne, zabieg może być niepotrzebny. Jeżeli natomiast mszyc jest coraz więcej, zasiedlają młode przyrosty i występuje ryzyko obecności wirusów, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Szczególnej uwagi wymagają nowe plantacje, zakładane z materiału o niepewnym statusie zdrowotnym oraz gospodarstwa znajdujące się w pobliżu źródeł potencjalnie porażonego materiału roślinnego. Oregon State University podkreśla, że podstawą ochrony przed wirusami jest zdrowy, przebadany materiał nasadzeniowy, ponieważ nie istnieje zabieg polowy, który „wyleczy” roślinę już zakażoną wirusem. Warto więc patrzeć na mszyce nie tylko jak na szkodnika wysysającego soki, lecz także jak na potencjalnego wektora problemu, którego skutki mogą być widoczne dopiero wiele miesięcy później.
Ważna uwaga dla plantatorów
Informacje o wirusach i progach monitoringu przytoczone w artykule pochodzą z amerykańskich programów ochrony borówki. W przypadku zwalczania dobór środka ochrony roślin, dawki, terminu i zakresu stosowania musi zawsze wynikać z aktualnej rejestracji w Polsce oraz obowiązującej etykiety środka. Szczególnie istotna jest ochrona zapylaczy i organizmów pożytecznych.

















