Strona główna aktualności Nie zgaduj – diagnozuj (cz. I)

Nie zgaduj – diagnozuj (cz. I)

Aneta Chałańska, NEFScience
Dr Aneta Chałańska, NEFScience



Dlaczego badania laboratoryjne stają się pierwszym zabiegiem ochronnym na plantacjach truskawek. Na pierwszy rzut oka objawy wydają się oczywiste. Kilka roślin zaczyna słabiej rosnąć, liście tracą wigor, mimo regularnego nawadniania pojawiają się pierwsze oznaki więdnięcia. Po kilku dniach problem obejmuje kolejne rzędy. Wielu plantatorów w takiej sytuacji zadaje sobie to samo pytanie: czego brakuje roślinom i czym je opryskać?

Plantacja zaczyna mówić. Trzeba tylko umieć jej wysłuchać

Problem polega na tym, że podobne objawy mogą mieć zupełnie różne przyczyny. Winna może być fytoftoroza wywoływana przez organizmy z rodzaju Phytophthora (najczęściej Phytophthora cactorum), zgorzel korzeni powodowana przez organizmy z rodzaju Pythium, fuzarioza (Fusarium spp.), werticilioza (Verticillium dahliae) czy grzyby z rodzaju Cylindrocarpon odpowiedzialne za uszkodzenia systemu korzeniowego. Coraz częściej problemem okazuje się także jednoczesne występowanie kilku patogenów, które wzajemnie nasilają swoje oddziaływanie.

W praktyce oznacza to jedno – bez trafnej diagnozy łatwo zastosować niewłaściwe rozwiązanie.

Jeszcze kilkanaście lat temu badania laboratoryjne wielu producentom kojarzyły się z ostatecznością. Próbki wysyłano dopiero wtedy, gdy plantacja zaczynała zamierać i brakowało już pomysłów na dalsze działania. Dziś sytuacja wyraźnie się zmienia. Coraz więcej gospodarstw traktuje diagnostykę jako element planowania produkcji, wykonywany jeszcze przed założeniem plantacji lub natychmiast po pojawieniu się pierwszych niepokojących objawów.

Najpierw musimy wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Dopiero wtedy możemy mówić o skutecznej ochronie – podkreśla dr Aneta Chałańska, kierująca laboratorium NEFScience, od lat zajmująca się diagnostyką chorób odglebowych oraz analizą zdrowotności materiału szkółkarskiego.

To właśnie ten sposób myślenia staje się dziś jedną z największych zmian zachodzących w produkcji truskawek. Jeszcze niedawno podstawowym narzędziem plantatora było doświadczenie i obserwacja. Nadal pozostają one niezwykle ważne, ale coraz częściej uzupełnia je wiedza płynąca z laboratorium. Nie po to, by zastąpić praktykę, lecz by potwierdzić przypuszczenia lub wykluczyć błędne tropy.

Sezon, który pokazał znaczenie diagnostyki

Tegoroczna wiosna była dobrym przykładem tego, jak łatwo można pomylić przyczynę z objawem. Po okresie przymrozków do laboratorium NEFScience zaczęło trafiać coraz więcej prób z plantacji, na których obserwowano osłabienie wzrostu i zamieranie pojedynczych roślin.

Najczęściej diagnozowano dwa problemy. Pierwszym była fytoftoroza (Phytophthora spp.), drugim – infekcje powodowane przez grzyby z rodzaju Cylindrocarpon. Szczególnie ten drugi patogen ujawniał się na plantacjach, gdzie system korzeniowy został wcześniej uszkodzony przez niskie temperatury.

Cylindrokarpon bardzo często wykorzystuje uszkodzenia pozimowe. Po przymrozkach obserwowaliśmy wyraźny wzrost liczby takich przypadków – mówi dr Aneta Chałańska.

To jednak dopiero początek historii. Znacznie ważniejsze od samego wykrycia patogenu było pytanie, które zadawali plantatorzy: Co zrobić dalej?

I właśnie na tym etapie kończy się rola samej diagnostyki, a zaczyna interpretacja wyników. Wynik analizy nie jest przecież celem samym w sobie. Ma pomóc podjąć właściwą decyzję – dobrać odpowiednią strategię ochrony, ocenić ryzyko dalszego rozwoju choroby, a czasem także odpowiedzieć na najtrudniejsze pytanie: czy plantację można jeszcze uratować?

Zdrowa sadzonka nie zawsze jest wolna od patogenów

Jednym z najczęściej powtarzanych pytań, jakie trafiają do laboratorium, jest to dotyczące jakości sadzonek. Plantatorzy chcą wiedzieć, czy materiał szkółkarski jest zdrowy i czy warto przed posadzeniem wykonać jego analizę. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Zdaniem dr Anety Chałańskiej w ostatnich latach jakość materiału szkółkarskiego wyraźnie się poprawiła. Dotyczy to zwłaszcza polskich szkółek, które coraz większą wagę przykładają do zdrowotności sadzonek i świadomie korzystają z badań laboratoryjnych.

Widzę duży postęp. Szkółki wiedzą, że producenci coraz częściej zlecają analizy materiału szkółkarskiego, dlatego również one zwracają większą uwagę na jakość produkcji. To przynosi efekty – ocenia ekspertka. Nie oznacza to jednak, że problem został rozwiązany.

Patogen nie zawsze oznacza chorobę

To jedna z najważniejszych myśli rozmowy jaką przeprowadziłem z dr Anetą Chałańską w oddanym do użytku w lipcu br. nowym laboratorium firmy NEFScience.

Nowy budynek laboratorium firmy NEFScience

W świadomości wielu producentów funkcjonuje prosty schemat – jeżeli laboratorium wykryło patogen, sadzonka jest chora. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Roślina może być nosicielem wielu mikroorganizmów, nie wykazując przy tym żadnych objawów chorobowych. Kluczowe znaczenie ma nie sama obecność patogenu, lecz jego aktywność oraz kondycja rośliny.

Nie możemy oczekiwać, że sadzonka będzie całkowicie wolna od patogenów. To materiał produkowany w warunkach polowych. Najważniejsze jest to, aby była zdrowa, czyli nie wykazywała objawów choroby – wyjaśnia dr Chałańska.

Dlatego pierwszym etapem oceny sadzonki nie powinno być badanie laboratoryjne, lecz jej dokładne obejrzenie. Po przekrojeniu szyjki korzeniowej tkanki powinny mieć jasny, jednolity kolor. Nie powinno być nekroz, brunatnych przebarwień ani oznak rozkładu tkanek. Jeżeli takich zmian nie ma, a laboratorium wykryje obecność pojedynczych patogenów, nie oznacza to jeszcze, że materiał jest złej jakości.

Wręcz przeciwnie. Może to świadczyć o tym, że szkółkarz prawidłowo prowadził plantację mateczną i nie dopuścił do rozwoju choroby mimo obecności mikroorganizmów w środowisku.

fot. dr A. Chałańska










Poprzedni artykułPonad 500 hektarów borówki. Reportaż z gospodarstwa Wilczewskich – tutaj jakość zaczyna się od ludzi

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj