niedziela, 03 maj 2026


Strona główna aktualności Rynek wyznacza cel, technologia ma dowieźć jakość (cz. I)

Rynek wyznacza cel, technologia ma dowieźć jakość (cz. I)



To rynek dedykuje nam, jakie owoce mamy dostarczać i jakiej jakości te owoce mają być – tym zdaniem Tomasz Domański z firmy Agrosimex otwiera swoje wystąpienie o borówce wysokiej podczas szkolenia „Borówka w centrum uwagi – technologia uprawy i praktyka cięcia w nowoczesnym gospodarstwie”. Zanim jednak przeszedł do rekomendacji odmianowych i produkcyjnych, dzielił się swoimi doświadczeniami z plantacji w kilku krajach Europy. Z tych porównań wyłania się wspólny mianownik: kierunek rozwoju jest jeden – większa precyzja zarządzania wodą, fertygacją i jakością owoców, przy jednoczesnym rosnącym znaczeniu mechanizacji oraz ograniczeniach w ochronie roślin.

Hiszpania: produkcja pod osłonami i walka o każdą kroplę wody

W Hiszpanii borówka w wielu rejonach jest uprawiana niemal wyłącznie w tunelach pod osłonami. Domański zwraca uwagę, że nasadzeń szybko przybywa, bo borówka – w porównaniu z truskawką – daje tam często wyższą opłacalność. Jednocześnie to właśnie problemy w truskawce (m.in. opady i straty powodowane przez szarą pleśń) skłaniają część producentów do zmiany gatunku.

Plantacje borówki południowej w regionie Huelva

Ciekawa jest ewolucja systemu uprawy. Starsze plantacje prowadzone są „tradycyjnie” – na zagonach w piachu, traktowanym jako podłoże inertne, które „wszystko przyjmie i wszystko odda”, a przede wszystkim łatwo je przepłukać. Jednak nowsze inwestycje coraz częściej idą w kierunku pojemników: od donic styropianowych (z których część producentów się wycofuje) do donic plastikowych, zapewniających lepszy drenaż i odprowadzenie wody.

Największym ograniczeniem Hiszpanii jest woda – jej dostępność i koszty. Przenoszenie borówki do pojemników nie zawsze oznacza mniejsze zużycie, ale pozwala lepiej gospodarować wodą i nawożeniem, bo podawanie pożywki jest bardziej precyzyjne. Domański podkreśla też skalę profesjonalizacji: osobne pożywki dla różnych gatunków, rozbudowane systemy fertygacji i dążenie do minimalizacji strat.

W tle pojawiają się problemy ochrony – m.in. silna presja zwójek – oraz wniosek ważny dla polskich plantatorów: technologie biologiczne, popularne w Hiszpanii, nie zawsze przeniosą się wprost na nasze warunki, bo klimat i presja chorób (np. szarej pleśni) są inne.

Wielka Brytania: wiatr, deszcz i Drosophila suzukii

W Wielkiej Brytanii Domański zwraca uwagę na uprawy w tunelach oraz w doniczkach, które są stabilizowane systemami rusztowań i drutów. Wynika to z warunków lokalnych: silne wiatry potrafią przewracać pojemniki, a deszczowy klimat sprzyja pękaniu owoców. Dlatego np. Duke jest często w 100% przykrywany, bo bez osłon owoce po prostu nie utrzymałyby jakości.

Prosta pułpaka zapachowa do monitoringu D. suzukii

Najmocniej wybrzmiewa jednak problem muszki plamoskrzydłej (Drosophila suzukii). Domański opisuje sytuację, w której na kwaterze praktycznie nie było czego zbierać – owoce były zasiedlone przez larwy, a na krzewach i owocach widać było masowe występowanie szkodnika. To ostrzeżenie, które warto traktować serio, bo presja D. suzukii rośnie również w Polsce.

Warto też zauważyć specyfikę brytyjskiego otoczenia społecznego: przez pola często przebiegają publiczne ścieżki, a producenci muszą funkcjonować „w harmonii” z mieszkańcami. Zabiegi ochrony wykonuje się często nocą, by uniknąć konfliktów i ryzyka przypadkowego kontaktu ludzi z opryskiem.

Serbia: mniejsze gospodarstwa dają wynik, skala obnaża błędy

W Serbii dominuje odmiana ‘Duke’, a borówka jest uprawiana na mniejszej powierzchni niż w największych krajach produkcyjnych – często w gospodarstwach 2–3-hektarowych, rodzinnych, zadbanych. Tutaj często osiąga się plony rzędu 20-25 t/ha. Wielu plantatorów zerka też w stronę nowych odmian, ale te raczej znajdują się w testach. Domański podkreśla ich organizację: siatki, fertygacja, dbałość o materię organiczną i szybkie chłodzenie owoców. Owoce trafiają do chłodni polowej bardzo szybko, co przekłada się na jakość w eksporcie, m.in. do Holandii.

Gdy skala rośnie (20–30 ha), pojawiają się problemy typowe dla wielu regionów Europy: woda i utrzymanie wilgotności w strefie korzeni. Domański opisuje przypadek dużej plantacji, na której znaczna część krzewów zaczęła zamierać. Przyczyną były gryzonie (karczowniki/myszy) – nie tylko podgryzające korzenie, ale też tworzące tunele, którymi „uciekały” woda i składniki. Co ciekawe, problem dotyczył głównie części plantacji pod siatkami – tam gryzonie miały bezpieczniejsze warunki.

Foliowe daszki rozkładane nad późno dojrzewającymi odmianami

Wniosek jest jednoznaczny: na stanowiskach trudnych, zwłaszcza w suchym i gorącym klimacie, materia organiczna i praca nad profilem korzeniowym mogą decydować o przetrwaniu plantacji. Zaniedbanie tych działań bywa nieodwracalne. Dlatego dobrze w takich warunkach sprawdza się regularne dosypywanie materii organicznej i odbudowa profilu korzeniowego może decydować o przeżyciu plantacji. 

Holandia: wysokie zagony z torfu i pełna gotowość na mechanizację

Holandia to – w relacji Domańskiego – przykład bardzo konsekwentnej technologii. Najbardziej rzucają się w oczy wysokie zagony, które nie siadają nawet po latach. Kluczem jest sposób ich budowy: zagony formuje się w samym torfie (często brunatnym), bez domieszek szybko mineralizujących się, takich jak trocina czy zrębka, które po kilku sezonach powodują osiadanie.

Duke w drugim roku zbioru owoców

Zakładanie plantacji jest zmechanizowane i precyzyjne: GPS, specjalne maszyny formujące i ubijające zagony, osobne urządzenia do rozkładania tkaniny oraz wykonywania otworów pod sadzenie. Standardem są również zraszacze antyprzymrozkowe i rusztowania projektowane z myślą o zbiorze mechanicznym.

Domański zwraca uwagę, że nowoczesne holenderskie plantacje są często projektowane „pod kombajn”. Ręczny zbiór dotyczy tylko części plonu, a reszta trafia do maszyn i sortowni. W tym kontekście pada mocne zdanie: „Skoro oni mogą, to czemu my nie?” – bo presja kosztów pracy i dostępności ludzi będzie dotykać także polskich gospodarstw.

Polska: potrafimy produkować świetnie, ale podstawowe błędy wciąż wracają

Domański podkreśla, że Polska ma wiele plantacji na bardzo wysokim poziomie – z dobrym wigorem, jakością owocu i satysfakcjonującymi plonami. Równocześnie jako doradca widzi też drugą stronę rynku: plantacje zaniedbane, w których problemy narastały przez kilka sezonów, a właściciele zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy jest już „za późno”.

Jedna z najmocniejszych myśli tej wypowiedzi brzmi: wsparcia trzeba szukać na początku – przy zakładaniu plantacji – a nie wtedy, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. W wielu przypadkach „ratowanie” oznacza dokładanie kosztów do projektu, który i tak nie przyniesie zysku. Niekiedy lepszym rozwiązaniem jest wyrwanie, odbudowa stanowiska i rozpoczęcie od nowa.













Poprzedni artykułUnikaj tych błędów przy sadzeniu truskawek
Następny artykułJagodnik 3/2026 już w sprzedaży

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj