
W czasie jednej z dyskusji panelowych towarzyszącej Międzynarodowej Konfernecji Truskawkowej odbywającej się w ub. roku w Antwerpii mocno wybrzmiało jedno zdanie: branża owoców i warzyw potrzebuje nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim mądrze ustawionych warunków funkcjonowania. Paneliści mówili o tym, jak polityka, dotacje, regulacje środowiskowe i napięcia handlowe wpływają na realia gospodarstw – od Chin, przez Maroko, po Europę i Stany Zjednoczone.
Poniżej zebrałem wybrane wątki z rozmowy, które mogą zainteresować także dla polskich producentów jagodowych.
Lepsza pozycja sektora owoców i warzyw – nie tylko dopłaty
W panelu pojawił się postulat, by sektor owoców i warzyw był lepiej „ustawiony” w polityce publicznej – nie tylko poprzez dopłaty, ale też przez uznanie jego roli w obszarach, które dziś są kluczowe dla całej gospodarki:
- zdrowie publiczne i edukacja żywieniowa,
- środowisko i bioróżnorodność,
- usługi ekosystemowe, jak np. ślad węglowy czy wkład w ochronę krajobrazu.
Padło ważne pytanie: skoro produkcja owoców może wspierać wychwytywanie i długotrwałe magazynowanie dwutlenku węgla (CO₂) w taki sposób, aby nie trafiał on do atmosfery i nie nasilał efektu cieplarnianego, a gospodarstwa realnie utrzymują elementy środowiska i bioróżnorodności, to jak wycenić te korzyści społeczne i jak sprawić, by państwo je zauważało – zamiast patrzeć wyłącznie na koszty i ograniczenia?
W tle przewijała się myśl, że wsparcie publiczne może mieć także formę „pozytywnej dyskryminacji” regulacyjnej – np. przez bardziej racjonalne podejście do ograniczeń opakowań czy tworzenie warunków, które nie uderzają w świeże owoce jako w sektor o szczególnych wymaganiach logistycznych.
Chiny: „było za dużo pieniędzy”, a środki można wykorzystać lepiej
Gdy rozmowa zeszła na relacje sektora z państwem w Chinach, padła zaskakująco krytyczna opinia: w truskawkach mogło być „zbyt dużo finansowania” kierowanego do branży – szczególnie w działania, które nie budują trwałej wartości.
Jako przykład wskazano mnożenie dziesiątek i setek „powiatowych marek” truskawki, finansowanych z pieniędzy publicznych. W ocenie panelistów takie środki często nie przekładają się na realny wzrost konkurencyjności gospodarstw.
Co można zrobić inaczej? W dyskusji wskazano dwa kierunki:
- przesunąć część wsparcia w stronę jakości materiału szkółkarskiego,
- lub wspierać prywatny sektor, np. przez dopłaty/bonifikaty dla producentów kupujących sprawdzone, dobre rośliny (czyli premiować jakość u podstaw).
To ważny sygnał także dla Europy: pieniądze wydane na „wizerunek” nie zastąpią pieniędzy wydanych na fundamenty produkcji.
Maroko: duże wsparcie dla nawadniania
Przedstawiciel Maroka mówił otwarcie: rząd wspiera producentów – zwłaszcza w infrastrukturze i dotacjach, w tym w obszarze nawadniania. Państwo angażuje się także w otwieranie rynków eksportowych, choć procesy negocjacyjne (np. dla borówki) są długie i złożone.
Jednocześnie padło ostrzeżenie, że sama logika „pompujmy więcej wody” nie jest strategią na przyszłość. W dyskusji wybrzmiało, że w krajach produkujących w warunkach deficytu wody konieczne jest:
- egzekwowanie polityk zrównoważenia, szczególnie w odniesieniu do gospodarki wodnej,
- ograniczenie podejścia „gdy brakuje wody, wiercimy głębiej i pompujemy jeszcze więcej”.
To wątek, który w produkcji jagodowej wraca coraz częściej także w Europie: bez jasnych reguł i egzekwowania zasad, koszty środowiskowe będą rosły, a ryzyko produkcyjne stanie się trudne do ubezpieczenia i finansowania.
Rola państwa w handlu: może budować potęgę… albo zrujnować przewidywalność
W panelu przywołano dwa skrajne obrazy wpływu państwa na handel:
- długofalowe wsparcie potrafi stworzyć eksportowy „motor” (w dyskusji padł przykład chilijskich czereśni do Chin),
- ale rządowe decyzje mogą też bardzo szybko wprowadzić chaos i nieprzewidywalność, destabilizując istniejące łańcuchy.
Najmocniej wybrzmiała potrzeba ochrony „wspólnych zasobów” (woda, gleba, jakość powietrza), ale jednocześnie ostrzeżenie: granica między ochroną a destabilizacją rynku jest cienka.
Taryfy, geopolityka i „nowa normalność” w handlu świeżymi owocami
W części poświęconej taryfom i napięciom politycznym paneliści mówili o „nowej normalności”, w której coraz częściej liczy się siła i interes, a nie wspólne reguły. Podkreślono, że:
- cła i ograniczenia handlowe tworzą nieporządek w globalnym handlu,
- w dłuższej perspektywie taryfy są złe dla konsumentów, bo to konsument płaci więcej,
- narastanie stawek (np. z poziomów kilku procent do kilkunastu) może z czasem zniechęcać i zmieniać decyzje zakupowe.
Zwrócono uwagę na paradoks: w negocjacjach można obniżać taryfy dla jednego partnera, a podnosić dla drugiego – co wcześniej nie było standardem. To powoduje, że firmy działające międzynarodowo muszą zarządzać ryzykiem politycznym podobnie jak ryzykiem klimatycznym.
Czy wojny handlowe uderzają w truskawkę?
W kontekście relacji USA–Chiny padła istotna uwaga z perspektywy jagodowej: w truskawkach praktycznie nie ma handlu świeżym owocem między USA a Chinami. Podobnie jest z maliną i jeżyną. W borówce pojawiają się symboliczne ilości, ale przy skali chińskiej konsumpcji to margines.
Zdaniem rozmówcy większy potencjalny wpływ taryf mógłby pojawić się w obszarze:
- inwestycji i produkcji realizowanej przez firmy z USA w krajach trzecich,
- a w szczególności w obszarze odmian i materiału roślinnego, bo wiele firm hodowlanych z USA działa w Chinach. Jeśli napięcia handlowe zaczęłyby dotyczyć licencji, odmian i przepływu materiału, wtedy skutki byłyby znacznie poważniejsze.
Maroko wybiera okno klimatyczne, Chiny „chcą zmieniać naturę”
W dyskusji porównano też podejście do wysokich technologii szklarniowych.
Maroko podkreśliło, że produkuje w okresie, gdy klimat pozwala na uprawę bez kosztownego ogrzewania i chłodzenia. Tamtejsze gospodarstwa inwestują w prostsze tunele/szklarnie, które chronią uprawę i pozwalają trafić w okno rynkowe, ale nie kosztują jak pełne obiekty high-tech. Padł mocny argument ekonomiczny: szklarnie za kilkaset tysięcy euro mogą się nie spinać, gdy ceny spadają – przywołano doświadczenia portugalskie z maliną.
Chiny z kolei zostały opisane jako kraj, w którym producenci częściej próbują „przestawić naturę” – stąd boom na holenderskie technologie i ogromny biznes firm dostarczających rozwiązania szklarniowe. Jednocześnie padło stwierdzenie, że w przypadku truskawek część takich projektów bywa mało racjonalna kosztowo i środowiskowo – zwłaszcza gdy istnieją regiony o sprzyjającym klimacie, gdzie da się produkować taniej i z mniejszym nakładem.
Pozostałości pestycydów
Jedno z pytań z sali dotyczyło wprost wizerunku i obaw konsumentów przed pestycydami – szczególnie w Chinach.
W odpowiedziach pojawił się ważny kontrast:
- Maroko, jako eksporter do UE, działa w ramach europejskich wymagań. Produkcja zimowa (mgły, deszcze, mało słońca) zwiększa presję chorób, a rynek oczekuje owoców jasnych, bez skaz i zgnilizny. Bez ochrony chemicznej trudno byłoby spełnić te oczekiwania. Jednocześnie podkreślono regularne kontrole i analizy pozostałości wykonywane także przez służby.
- Chiny (rynek głównie krajowy) mają – jak przyznano – standardy niższe niż UE czy USA, natomiast eksport do wymagających krajów wymusza dostosowanie. Przywołano dwa przykłady:
- wysyłki winogron do Tajlandii, które miały problem z pozostałościami i kończyły się stratą wartości,
- systemy prywatnych marek, które narzucają producentom restrykcyjne listy substancji – wskazano, że w Chinach presja na podnoszenie standardów może przyjść szybciej z rynku i firm prywatnych niż z poziomu administracji centralnej.
Wniosek branżowy jest czytelny: w globalnym handlu coraz częściej standardy jakości i bezpieczeństwa będą wynikiem wymogów odbiorców i prywatnych systemów kontroli, a nie wyłącznie prawa krajowego.
Dlaczego malej produkcja truskawek w Maroku?
W odpowiedzi na pytanie o malejący udział truskawki w Maroku padła prosta diagnoza: część producentów przechodzi na borówkę, bo jest bardziej opłacalna i mniej skomplikowana w prowadzeniu, a rynek daje lepszą przewidywalność marży.
To przykład szerszego trendu widocznego w wielu krajach: plantatorzy przesuwają się między gatunkami, wybierając te, które dają lepszy bilans ryzyka i kosztów pracy.
Co z tego wynika dla branży jagodowej?
Z dyskusji panelowej wyłaniają się trzy praktyczne lekcje:
- Wsparcie publiczne musi trafiać w fundamenty (woda, sadzonka, technologia, standardy), a nie tylko w „etykiety i promocję”.
- Zrównoważenie staje się warunkiem produkcji, zwłaszcza w gospodarce wodnej – i nie da się tego odłożyć na później.
- Ryzyko polityczne dołącza do ryzyka klimatycznego: taryfy, napięcia handlowe i zmiana reguł gry mogą równie mocno wpływać na decyzje produkcyjne jak przymrozki czy susza.
Na koniec padła też prosta, ale ważna myśl dotycząca popytu: jeśli branża chce budować konsumpcję długofalowo, warto celować w kolejne pokolenie – dzieci i młodych konsumentów, którzy naturalnie wybierają świeże owoce jako „nagrodę” i przekąskę. To inwestycja wolniejsza niż kampania marketingowa, ale znacznie bardziej trwała.


















