Sezon 2020 okiem ekonomisty (cz. V) – jagodowe nisze i borówka wysoka

Wielu plantatorów wciąż poszukuje niszy, której odkrycie i zagospodarowanie mogłoby przynieść satysfakcjonujące wyniki finansowe. To kuszące, choć i obarczone ryzykiem. Nieznane owoce trudniej sprzedać, brakuje też fachowej wiedzy agrotechnicznej. Wspólnie z Tomaszem Smoleńskim z IERiGŻ dokonujemy przeglądu gatunków obecnych w Polsce, których uprawa jest jednak bardzo mało rozpowszechniona. Porozmawiamy też chwilę o borówce wysokiej, która z gatunku niszowego stała się w niedługim okresie czasu ważnym gatunkiem uprawianym w Polsce.

Poruszyliśmy dotąd zagadnienia rynkowe związane z ważniejszymi jagodowymi uprawianymi w Polsce. Czas na te zdecydowanie niszowe, a to dość ciekawy katalog gatunków. Może zaczniemy od jagody kamczackiej, z którą w ostatnich latach wielu wiązało spore nadzieje?

Tomasz Smoleński: Czemu nie, choć od razu uprzedzę, że nie dysponujemy w Instytucie twardymi danymi liczbowymi, na które można by się tu powołać. Chciałbym zwrócić jednak uwagę na pewną interesującą rzecz: mam wiele sygnałów z sektora bankowego o pojawiających się wnioskach o finansowanie inwestycji w uprawę tegoż właśnie gatunku. Rzeczywiście wciąż widać entuzjazm związany z jagodą kamczacka.

Czy ta obserwacja dotyczy także innych gatunków?

TS: W pewnym stopniu także aktinidii i żurawiny wielkoowocowej. Mam takie wrażenie, że ogromny boom na borówkę wysoka powoli słabnie, a uwaga plantatorów kieruje się właśnie w mniej poznane, słabiej zagospodarowane obszary jagodowego rynku. Minikiwi to wariant bardziej deserowy niż żurawina na którą jest zainteresowanie ze strony zakładów przetwórczych. Ale wiem, że dzięki zaangażowaniu niektórych instytucji naukowych, choćby SGGW, podejmowane są także próby przetwarzania owoców aktinidii.

Jak duża jest skala upraw niszowych o których rozmawialiśmy w Polsce obecnie?

TS: Nawet jeśli o jagodzie kamczackiej, aktinidii i żurawinie mówić będziemy łącznie, to i tak jest to margines. Gatunki takie uprawiane są na areale nie przekraczającym 4 tys. ha, a łączna produkcja owoców tych gatunków w 2020 roku mogła wynieść maksymalnie 4 tys. ton. Dla porównania powiem, że to zaledwie 10% plonu aronii, który przecież i tak niższy był niż w poprzednich latach.

Na koniec zostawiłem borówkę wysoką. To gatunek, który nie tak dawno jeszcze w Polsce uchodził właśnie za niszowy, a obecnie borówkowe jagodniki na dobre wpisane są w polski krajobraz. Czy widzi Pan tu szansę na dalszy rozwój?

TS: Rynek ten jest niezwykle progresywny. Gdybym jeszcze kilka lat temu usłyszał, że w Polsce produkować będziemy ponad 30 tys. ton tych owoców, pewnie bym nie uwierzył. Ale to dzisiejsza rzeczywistość. Ten rok nie był jednak korzystny. Częściowo jest to związane z warunkami pogodowymi. Wiosenne przymrozki uszkodziły zwłaszcza wczesne odmiany. Deszczowa aura w czerwcu i lipcu, oraz wysokie temperatury w sierpniu ujemnie wpłynęły na jakość owoców i skróciły okres zbiorów. Szacujemy, że jagód borówki zebrano w 2020 roku mniej więcej tyle samo co rok wcześniej, czyli ok. 35 tys. ton. No ale przecież jeszcze w 2016 roku wolumen całosezonowej produkcji wynosił 15 tys. ton, co już odebrane było jako rezultat dobry, a to tylko dowód na to jak szybko wciąż rynek ten rozwija się.

Czego można się spodziewać, jeśli chodzi o ceny owoców?

TS: Borówki nie powinny drożeć, a raczej będą stawać się tańsze. Już uwidaczniają się spadki. Ale to normalne przy produkcji na tak dużą skalę. Eksport nie rozwija się tak szybko jak podaż w Polsce. Czynione są więc starania o lepsze zagospodarowanie rodzimego rynku. Ale i ten jest konkurencyjny. Oferuje w lipcu, sierpniu i wrześniu wiele innych owoców, które także są smaczne i zdrowe a przy tym tańsze. Obecnie ceny detaliczne borówek wahają się średnio w przedziale 16-20 zł/kg co raczej wyklucza masową konsumpcję. W mojej ocenie, plantatorzy muszą podjąć działania zmierzające do obniżenia kosztów produkcji oraz poprawy dystrybucji marży w łańcuchu dostaw. Droga do klienta musi zostać skrócona. Epidemia COVID-19 to z jednej strony szansa dla producentów zdrowej żywności, owoców i warzyw, ale akurat jagodowe należą do szybko psujących się i z uwagi na ten fakt, to poniekąd także i zagrożenie. Konsumenci chcąc ograniczyć liczbę wizyt w sklepach wybierać chętniej mogą trwalsze owoce.

Bardzo dziękuję za rozmowę. To już ostatnia jej część.

TS: I ja dziękuję. A czytelnikom portalu www.jagodnik.pl , plantatorom jagodowych i uczestnikom tej branży życzę dużo zdrowia w tych trudnych czasach i sukcesów nie tylko na polu zawodowym.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here