Polski rokitnik zapowiada się nieźle w tym roku

Stanisław Trzonkowski w swej kwaterze rokitnikowej

W końcu lipca odwiedziłem gospodarstwo Stanisława Trzonkowskiego. Głowna jego część zlokalizowana jest w Ostrowie Północnym tuż przy granicy z Białorusią. Uprawiane są w nim takie gatunki jak porzeczka czarna i czerwona, aronia, róża wielkoowocowa i rokitnik.

Kłopotliwa technologia

S. Trzonkowski deklaruje, że areał na jakim uprawia obecnie rokitnik, a więc 33 ha, nie będzie pomniejszany w kolejnych latach. To aktualnie największa polska plantacja. Gospodarz docenia właściwości prozdrowotne rokitnika i wraz z całą rodziną spożywa regularnie przetwory  na jego bazie. To przede wszystkim bogate źródło witaminy C. Niestety, choć owoce są niebywale wartościowe, to jednak ich zbiór należy do kłopotliwych. Są one silnie przyczepione do pędów, więc wykorzystanie posiadanego parku maszynowego do ich pozyskiwania nie wchodzi w grę. Zamiast strząsania owoców z krzewów bezpośrednio na plantacji, wycina się całe pędy a następnie zwozi do mroźni. Przemrożenie ułatwia oddzielenie owoców od gałęzi. Oprócz wysokiego zapotrzebowania na manualną pracę i konieczność posiadania lub wynajęcia obiektu mroźniczego taka technologia ma jeszcze jeden poważny minus – krzewy wydają plon co 2 lata. Wysokie plonowanie rokitnika pospolitego jest dla wielu zachętą do rozważenia jego uprawy. Powinni jednak pamiętać, że cieszyć zbiorami można się tylko co drugi rok. Tegoroczne zbiory zapowiadają się przyzwoicie. Pędy są pokryte owocami, które 30 lipca osiągnęły już prawie docelową wielkość i wybarwienie.

Mało specjalistycznej wiedzy

Rokitnik to wciąż głęboka nisza w Polsce. Owoce te są mało znane i niedoceniane. Z uwagi na to jego uprawa nie spopularyzowała się nad Wisłą. Wobec tego pewną barierą dla udanej produkcji owoców jest niewielka dostępność specjalistycznej wiedzy dotyczącej kultywacji. Do wielu wniosków trzeba niestety dochodzić metodą kosztownych prób i błędów. Dobór właściwego stanowiska, strategii nawożeniowej, ochrony przed muchą rokitnikową, innymi szkodnikami i chorobami, rozpoznanie zagrożeń i dostępność efektywnych rozwiązań do radzenia sobie z nimi – to wszystko ograniczenia dla rozwoju uprawy rokitnika w Polsce. Pewnie największym z nich jest zaś kwestia kluczowa – jak i gdzie sprzedawać uzyskane owoce. Na bardzo wiele z tych pytań odpowie S. Trzonkowski w relacji z mojej wizyty w jego gospodarstwie która niebawem ukaże się na łamach czasopisma „Jagodnik”. Już teraz zapraszam do lektury.





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here