Strona główna aktualności Rynek wyznacza cel, technologia ma dowieźć jakość (cz. I)

Rynek wyznacza cel, technologia ma dowieźć jakość (cz. I)



To rynek dedykuje nam, jakie owoce mamy dostarczać i jakiej jakości te owoce mają być – tym zdaniem Tomasz Domański z firmy Agrosimex otwiera swoje wystąpienie o borówce wysokiej podczas szkolenia „Borówka w centrum uwagi – technologia uprawy i praktyka cięcia w nowoczesnym gospodarstwie”. Zanim jednak przeszedł do rekomendacji odmianowych i produkcyjnych, dzielił się swoimi doświadczeniami z plantacji w kilku krajach Europy. Z tych porównań wyłania się wspólny mianownik: kierunek rozwoju jest jeden – większa precyzja zarządzania wodą, fertygacją i jakością owoców, przy jednoczesnym rosnącym znaczeniu mechanizacji oraz ograniczeniach w ochronie roślin.

Hiszpania: produkcja pod osłonami i walka o każdą kroplę wody

W Hiszpanii borówka w wielu rejonach jest uprawiana niemal wyłącznie w tunelach pod osłonami. Domański zwraca uwagę, że nasadzeń szybko przybywa, bo borówka – w porównaniu z truskawką – daje tam często wyższą opłacalność. Jednocześnie to właśnie problemy w truskawce (m.in. opady i straty powodowane przez szarą pleśń) skłaniają część producentów do zmiany gatunku.

Plantacje borówki południowej w regionie Huelva

Ciekawa jest ewolucja systemu uprawy. Starsze plantacje prowadzone są „tradycyjnie” – na zagonach w piachu, traktowanym jako podłoże inertne, które „wszystko przyjmie i wszystko odda”, a przede wszystkim łatwo je przepłukać. Jednak nowsze inwestycje coraz częściej idą w kierunku pojemników: od donic styropianowych (z których część producentów się wycofuje) do donic plastikowych, zapewniających lepszy drenaż i odprowadzenie wody.

Największym ograniczeniem Hiszpanii jest woda – jej dostępność i koszty. Przenoszenie borówki do pojemników nie zawsze oznacza mniejsze zużycie, ale pozwala lepiej gospodarować wodą i nawożeniem, bo podawanie pożywki jest bardziej precyzyjne. Domański podkreśla też skalę profesjonalizacji: osobne pożywki dla różnych gatunków, rozbudowane systemy fertygacji i dążenie do minimalizacji strat.

W tle pojawiają się problemy ochrony – m.in. silna presja zwójek – oraz wniosek ważny dla polskich plantatorów: technologie biologiczne, popularne w Hiszpanii, nie zawsze przeniosą się wprost na nasze warunki, bo klimat i presja chorób (np. szarej pleśni) są inne.

Wielka Brytania: wiatr, deszcz i Drosophila suzukii

W Wielkiej Brytanii Domański zwraca uwagę na uprawy w tunelach oraz w doniczkach, które są stabilizowane systemami rusztowań i drutów. Wynika to z warunków lokalnych: silne wiatry potrafią przewracać pojemniki, a deszczowy klimat sprzyja pękaniu owoców. Dlatego np. Duke jest często w 100% przykrywany, bo bez osłon owoce po prostu nie utrzymałyby jakości.

Prosta pułpaka zapachowa do monitoringu D. suzukii

Najmocniej wybrzmiewa jednak problem muszki plamoskrzydłej (Drosophila suzukii). Domański opisuje sytuację, w której na kwaterze praktycznie nie było czego zbierać – owoce były zasiedlone przez larwy, a na krzewach i owocach widać było masowe występowanie szkodnika. To ostrzeżenie, które warto traktować serio, bo presja D. suzukii rośnie również w Polsce.

Warto też zauważyć specyfikę brytyjskiego otoczenia społecznego: przez pola często przebiegają publiczne ścieżki, a producenci muszą funkcjonować „w harmonii” z mieszkańcami. Zabiegi ochrony wykonuje się często nocą, by uniknąć konfliktów i ryzyka przypadkowego kontaktu ludzi z opryskiem.

Serbia: mniejsze gospodarstwa dają wynik, skala obnaża błędy

W Serbii dominuje odmiana ‘Duke’, a borówka jest uprawiana na mniejszej powierzchni niż w największych krajach produkcyjnych – często w gospodarstwach 2–3-hektarowych, rodzinnych, zadbanych. Tutaj często osiąga się plony rzędu 20-25 t/ha. Wielu plantatorów zerka też w stronę nowych odmian, ale te raczej znajdują się w testach. Domański podkreśla ich organizację: siatki, fertygacja, dbałość o materię organiczną i szybkie chłodzenie owoców. Owoce trafiają do chłodni polowej bardzo szybko, co przekłada się na jakość w eksporcie, m.in. do Holandii.

Gdy skala rośnie (20–30 ha), pojawiają się problemy typowe dla wielu regionów Europy: woda i utrzymanie wilgotności w strefie korzeni. Domański opisuje przypadek dużej plantacji, na której znaczna część krzewów zaczęła zamierać. Przyczyną były gryzonie (karczowniki/myszy) – nie tylko podgryzające korzenie, ale też tworzące tunele, którymi „uciekały” woda i składniki. Co ciekawe, problem dotyczył głównie części plantacji pod siatkami – tam gryzonie miały bezpieczniejsze warunki.

Foliowe daszki rozkładane nad późno dojrzewającymi odmianami

Wniosek jest jednoznaczny: na stanowiskach trudnych, zwłaszcza w suchym i gorącym klimacie, materia organiczna i praca nad profilem korzeniowym mogą decydować o przetrwaniu plantacji. Zaniedbanie tych działań bywa nieodwracalne. Dlatego dobrze w takich warunkach sprawdza się regularne dosypywanie materii organicznej i odbudowa profilu korzeniowego może decydować o przeżyciu plantacji. 

Holandia: wysokie zagony z torfu i pełna gotowość na mechanizację

Holandia to – w relacji Domańskiego – przykład bardzo konsekwentnej technologii. Najbardziej rzucają się w oczy wysokie zagony, które nie siadają nawet po latach. Kluczem jest sposób ich budowy: zagony formuje się w samym torfie (często brunatnym), bez domieszek szybko mineralizujących się, takich jak trocina czy zrębka, które po kilku sezonach powodują osiadanie.

Duke w drugim roku zbioru owoców

Zakładanie plantacji jest zmechanizowane i precyzyjne: GPS, specjalne maszyny formujące i ubijające zagony, osobne urządzenia do rozkładania tkaniny oraz wykonywania otworów pod sadzenie. Standardem są również zraszacze antyprzymrozkowe i rusztowania projektowane z myślą o zbiorze mechanicznym.

Domański zwraca uwagę, że nowoczesne holenderskie plantacje są często projektowane „pod kombajn”. Ręczny zbiór dotyczy tylko części plonu, a reszta trafia do maszyn i sortowni. W tym kontekście pada mocne zdanie: „Skoro oni mogą, to czemu my nie?” – bo presja kosztów pracy i dostępności ludzi będzie dotykać także polskich gospodarstw.

Polska: potrafimy produkować świetnie, ale podstawowe błędy wciąż wracają

Domański podkreśla, że Polska ma wiele plantacji na bardzo wysokim poziomie – z dobrym wigorem, jakością owocu i satysfakcjonującymi plonami. Równocześnie jako doradca widzi też drugą stronę rynku: plantacje zaniedbane, w których problemy narastały przez kilka sezonów, a właściciele zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy jest już „za późno”.

Jedna z najmocniejszych myśli tej wypowiedzi brzmi: wsparcia trzeba szukać na początku – przy zakładaniu plantacji – a nie wtedy, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli. W wielu przypadkach „ratowanie” oznacza dokładanie kosztów do projektu, który i tak nie przyniesie zysku. Niekiedy lepszym rozwiązaniem jest wyrwanie, odbudowa stanowiska i rozpoczęcie od nowa.











Poprzedni artykułUnikaj tych błędów przy sadzeniu truskawek
Następny artykułJagodnik 3/2026 już w sprzedaży

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj